Tekst laudacji z okazji nadania imienia Jana Kilińskiego pazdziernik 2004 autor mgr Małgorzata Wziątek

Literatura piękna wyniosła go na niebotyczne piedestały, lecz dawna historiografia traktowała dość powściągliwie. Heros czy"żołnierz samochwał", ucieleśnienie Ducha Insurekcji z 1794 roku czy"skromna ptaszyna" Jakiż był szewc-pułkownik Jak Kiliński? Jaką rolę odegrał w dramatycznych wydarzeniach schyłku 18 wieku w Polsce? Czy słusznie uważany jest za jeden z największych symboli-mitów w naszej narodowej historii? Czy słusznie, że właśnie jego chcemy przyjąć na patrona naszej szkoły. właśnie dlaczego? Dlaczego zajął tak poczesne miejsce w panteonie naszych bohaterów narodowych? Hetman Stefan Czarniecki, król Jan Sobieski, książę Józef Poniatowski, Piotr Wysocki, Romuald Traugutt wiadomo, ale Kiliński? Podśpiewywano sobie o nim piosenki: Kiliński był szewcem. Oj poruszył on Warszawę. Oj poruszył on Warszawę, Sprawił Moskaliskom weselisko krwawe. Sprawił Moskaliskom weselisko krwawe... "Sprawił weselisko..."-takich w naszej historii, zwłaszcza z okresu rozbiorów, było bardzo wielu, a jednak ów"szewc a zarazem pułkownik" przerósł ich legendą, sławą, znaczeniem. Jest on jedynym, pomijając czasy współczesne, bohaterem narodowym wywodzącym się z ludu, jak to się ongiś określało, o rodowodzie nieszlacheckim. Wprawdzie w Insurekcji Kościuszkowskiej walczyło wielu o rodowodzie nieszlacheckim, nie mówiąc już o twórcach Insurekcji. Tymczasem szewc zaćmiewa sławą wszystkich, nawet całą generalicję z Józefem Zajączkowskim i Henrykiem Dąbrowskim na czele. Przysłonił również prezydenta walczącej stolicy Ignacego Wyssogotę Zakrzewskiego. Cóż takiego uczynił, że pozostał nieśmiertelnym, a jego pomnik wzniesiony z funduszów stołecznej Izby Rzemieślników w 1936 roku stoi dumnie przy ulicy Podwale (pierwotnie przy pl. Krasińskich) i jest symbolem i chlubą Starego Miasta. Wzniósł się ponad swój stan i w ten sposób stał się na owe czasy symbolem jedności narodowej, ponadklasowej solidarności. Gdy dzisiaj, z perspektywy historycznej, patrzymy na postać Kilińskiego, musimy niestety ująć mu sporo z wieńca laurowego, w który przyozdobiła go wdzięczna potomność. Nie był na pewno w roku 1794 drugą osobą po Naczelniku, nie odegrał roli decydującej, nawet w pamiętnych dniach 17 i 18 kwietnia był tylko jednym z wielu współtwórców, a nie głównym twórcą zwycięstwa. Gdy w 1795 po klęsce pod Maciejowicami wszedł do celi J. U. Niemcewicza prokurator rosyjski i wymieniał wszystkich pojmanych, powiedział również:" mamy także króla Kilińskiego.""Nie znam takiego monarchy"-odpowiedział mu Niemcewicz.Szewc i król, większy dysonans, większa kpina? Ale gdyby szewc był tylko szewcem, zbudowanie takiego dowcipu stałoby się niemożliwe. Powód i to znaczny musiał zaistnieć. Oczywiście Kiliński królem nie zamierzał być i nawet o tym nie marzył, ani nikt go nie zamierzał obierać, ale latać, latał wysoko. Wśród orłów. "Postawa Kilińskiego była okazała, uderzająca, ujmująca [...]. Mało urodziwszych od niego mężczyzn liczyła stolica. Nosił się po polsku i zawsze był czysto, wykwintnie nawet ubrany. Uroda jego była wyższą nad pomierną, tusza ciała czerstwość, siłę i zdrowie oznaczająca. Rysy twarzy bynajmniej nie oznaczające ordynaryjnego i zrodzonego między pospólstwem człowieka. Wąs piękny krasił jego lice. W chodzeniu, w gestach, w całym składzie jego postawy była jakaś powaga, która mu względy poważne jednała. Umiał się tłumaczyć trafnie, dowcipnie, a nawet często w rzeczach, które znał, w sposób przekonywający. Zgoła miał minę dawnego polskiego magnata i brakowało mu tylko orszaku buńczucznych janczarów, hajduków, pokojowców, aby miał całą atrybucję hetmanów z początku osiemnastego wieku, których buława groźna była tylko dla króla i obywateli. Grzeczniejszym przecież był od nich, nie dumnym, niezarozumiałym." Tak o Kilińskim pisał jeden z potomnych. A przecież nie wygląd, nie uroda i sposób wysławiania się przesądziły o wielkości szewca z Wielkopolski.


Wprawdzie komplementował każdą klientkę i brzydką i ładną, i chudą, i grubą. Z jego warsztatu sygnowanego od frontu złotym niedzwiedziem trzymającym w łapach but, wychodziły kobiety uśmiechnięte, pełne wiary we własne zalety. Musiał być koniecznie bożyszczem kobiet warszawskich one najpierwsze nie mało przyłożyły się do jego reputacjii wywyższenia. Kiliński również nie dorobił się znaczniejszego majątku, ani jako szewc, ani też pózniej jako działacz powstańczej Polski. Przeciwnie, stale borykał się z trudnościami finansowymi. Jednak popularność Kilińskiego wśród ludu Warszawy była zapewne już wtedy niemała, bo właśnie ją mając na uwadze, magistrat wyznaczył mu funkcję arbitra w sporach pomiędzy czeladnikami i majstrami. Na początku marca 1794 Kiliński wszedł jako jedyny rzemieślnik w skład nowych władz miejskich. Można się wprawdzie spierać o to, kiedy Kiliński nawiązał kontakt z innymi spiskowcami, ale należy go traktować jako jednego z pionierów przygotowań, które doprowadziły do wybuchu Insurekcji w dniu 17 kwietnia 1794 roku. W sposób ciekawy i barwny opisuje Kiliński wszystkie ważne wydarzenia w swym pamiętniku. "Od Cezara aż do dni dzisiejszych tylu wodzów, statystów, literatów, panienek nawet pisało pamiętniki swoje, nigdym jednak nie słyszał o pamiętnikach przez szewca pisanych. Darował mi je Kiliński. Szczerością, naturalną prostotą, wiernym obrazem obyczajów rzemieślniczej klasy ludzi, nieocenianą miały te pamiętniki ważność." tak o jego dziele pisał Julian Ursyn Niemcewicz. Odwaga, dzielność, umiejętności organizatorskie stanowiły jego zalety, wadę: naiwność polityczna i prostoduszność. Jedynym celem jego zabiegów, starań była, wolność. Kołłątaj mu powierzył naczelne kierowanie umysłami mieszczan w czasie gotowanego powstania w Warszawie. Carski ambasador, w swej dumie, nie przypuszczał nawet, by postać tak "nikczemna", jak szewc damskiego obuwia, mogła mu zagrażać. I stało się! Otóż pod datą 16 kwietnia 1794 roku, a więc na dzień przed wybuchem Insurekcji, król zanotował w swoim "diariuszu", że Kiliński jest "głównym sprawcą rewolucji". Kiliński został przez sprzysiężonych zobowiązany do rozpoczęcia powstania. Zwycięstwo powstańców było całkowite, a klęska Rosjan największa w historii całych Kościuszkowskich zmagań. Lud święcił tryumfy, kłębił się na ulicach, strzelał na wiwaty, pałał chęcią ukarania zdrajców. Nosił na rękach Kilińskiego, swego dowódcę, który go nie zawiódł, namówił do zwycięskiej walki. Ale po władzę wyciągną ręce Ci, którzy udziału w bitwie nie brali. A Jan Kiliński? Został mianowany pułkownikiem. Nie chciał być jednak tytułowym pułkownikiem, ale czynnym. Czy można zatem uznać, ze zarówno Rada, jak i Naczelnik pogodzili się w końcu z rosnącym znaczeniem Kilińskiego w wojsku, że go tu w pełni zaakceptowano i zaczęto traktować bez dawnych uprzedzeń politycznych, bez obaw? Jednak nie. Szewc na czele tak dużej grupy ludzi, mimo iż poddanych rygorom dyscypliny wojskowej, nadal wydawał się królowi i stronnictwu umiarkowanemu potencjalnym zagrożeniem. Powstanie dobiegało końca, a Kiliński został aresztowany. Odbywał karę w najgorszych warunkach.


Moskale chcieli go ukarać za to, że będąc szewcem śmiał zostać pułkownikiem. W czasie zeznań zachowywał się godnie, nie obciążając winą prawie nikogo. Nie ukrywał jednak swego udziału w walce, traktował go jako rzecz normalną, obowiązek patrioty. Po oswobodzeniu i powrocie do Warszawy za którą bardzo tęsknił ,wydawać by się mogło, że zapomniano o "byłym naczelniku ludu". Jednak niezupełnie. Szewcy powołali go na prezesa swojego cechu, został również wybrany radnym Magistratu Policji. Miał szansę nawet objąć urząd wiceprezydenta Warszawy. Zrezygnował z tej funkcji na rzecz innego pretendenta. Nie czuł się po prostu kompetentny, pragnął być przydatny ojczyźnie, ale na stanowisku, które mógłby sprawować w pełni odpowiedzialnie. Nieuchronnie dobiegało życie byłego "naczelnika ludu" pułkownika, szewca, dwunastokrotnie aresztowanego przez zaborców, żołnierza, działacza politycznego. Pogrzeb odbył się 30 stycznia 1819 i stało się wielką manifestacją patriotyczną. Nad grobem stanęło wielu znakomitych uczestników walk 1794 roku. Przez długie lata, ludzie przechodząc obok domu szewca a zarazem pułkownika zdejmowali, na znak szacunku, nakrycie głowy. Pamięć o nim rosła i potężniała. śpiewano o Kilińskim pieśni, układano wiersze. Jan Kiliński, majster kunsztu szewskiego, udowodnił, że aby stać się wielkim, nie trzeba być koniecznie hrabią lub księciem, wystarczy być poczciwym rzemieślnikiem, kochać swój kraj i dobro ojczyzny nad własne przekładać. Nazwisko bohatera wywodzącego się z ludu przeniknęło do literatury, stało się tematem powieści, poematów. Dlatego nic dziwnego, że my Nauczyciele i Uczniowie chcemy przyjąć Jana Kilińskiego na patrona naszej szkoły i wyrażamy pragnienie ,aby ten wielki bohater narodowy, dobry rzemieślnik, działacz społeczny i gorący patriota był dla nas wszystkich wzorem do naśladowania. Wyrażam nadzieję, iż młodzież tej szkoły, tak jak szewc Kiliński z drobnej ptaszyny przekształcą się w potężnego orła, by odkryć drzemiące w nich pokłady wielkich możliwości.